Rozwój

Zmieniamy się razem

Zdecydowana większość osób, które zakładają rodziny, planują też posiadanie potomstwa. W naszych planach wszystko wygląda idealnie. Mimo, iż nie ma szkół ani uczelni przygotowujących do najważniejszego zawodu – zawodu rodzica, to wydaje nam się, że wszystko wiemy. Gdy dzieci są małe, często jesteśmy zmęczeni fizycznie. Wstajemy w nocy, w ciągu dnia dbamy, by nie były głodne, czytamy im, dbamy o ich bezpieczeństwo i robimy tysiące innych rzeczy albo o wiele mniej. Pragniemy, by nasza pociecha była szczęśliwa. Mówimy, co ma robić, gdzie iść, najczęściej decydujemy za nią.

Nasze dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami. Od samego początku powinniśmy dbać, by w rodzinie budować dobre relacje. Jeśli na pojawiające się problemy w małżeństwie będziemy reagować krzykami, „cichymi dniami” albo rzucaniem różnymi przedmiotami, nasze pociechy będą czyniły podobnie. Najważniejszy jest szacunek dla drugiego człowieka. Nie traktujmy swoich maluchów tak, jak my nie chcielibyśmy być traktowani. Wyjaśniajmy dokładnie dlaczego, np. nie kupimy mu/jej tej zabawki w sklepie. Może warto najpierw poruszyć ten temat w domu. Dziecko czuje się bardzo niekomfortowo, gdy krzyczymy na niego w sklepie, przezywamy, a w końcu wyciągamy go na siłę ze sklepu. Każdego dnia poprzez nasze działanie dokładamy cegiełkę w budowaniu młodego człowieka.

Mijają lata i pewnego dnia nagle nasz poukładany świat diametralnie się zmienia. Zaczynamy nie rozumieć naszego dziecka, a ono nie rozumie nas. Ono się zmienia, a my ciągle jesteśmy tacy sami. Czekamy, że nasza latorośl przyjdzie do nas i opowie, np. co przydarzyło jej się w szkole, czego nauczyła się, itp. Nietrudno zauważyć, że najczęściej konfliktowi są uczniowie, u których w rodzinach nie ma relacji opartych na wzajemnym szacunku, prawdomówności, szczerości. Rodzice zauważają, że nagle to „zaprogramowane” dziecko wymyka im się spod kontroli. Stosowane wcześniej zakazy, przemoc fizyczna, krzyki przestają działać. Opiekunowie zaczynają panikować, niszcząc przy okazji jeszcze bardziej swoje relacje z pociechami, a przy okazji i z innymi osobami. 

Czy zatem wszystko już stracone? Czy to jest możliwe, że tak się nasze dziecko zmieniło? Czy możliwe jest zachowanie spokoju, kiedy dowiadujemy się, że nasz nastolatek ma problemy, o których nie chce nam opowiedzieć.

Najważniejsze, byśmy dopuścili do siebie wiadomość, że nasze maleństwo to już nastolatek. Jeśli nasza pociecha przeszła taką metamorfozę, to my również powinniśmy nauczyć się „obsługi” młodego dorosłego. Miejmy jednak ciągle na uwadze, kto jest dorosły i kto powinien wykazać się większą dojrzałością.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *